Keszthely-triathlon-pl

Dávid Hankó i Marci Flander oceniają Keszthely

czerwiec 03, 2015 08:47 - I love Balaton
Dávid Hankó i Marci Flander oceniają Keszthely

Ocena Keszthely Triathlon przez zawodników, którzy zdobyli pierwsze i drugie miejsce. Co czuli na trasie i czym były dla nich te zawody „wewnętrznie”.

Dávid Hankó i Marci Flander ocenili Keszthely triathlon i udostępnili to na naszej stronie Facebookowej.

Dávid Hankó:

Rozpoczęcie sezonu w Keszthely!

Od czego by tu zacząć? Pobudka w niedzielę rano o 6, śniadanie – to jest dla mnie bardzo ciężkie. Mój nastrój pogarsza się bardziej, jak wyglądam przez okno: pochmurnie, zimno i pada, ale jest takie powiedzenie: trzeba wyruszać wtedy, kiedy dobrze pada emotikonka smile. Trzeba się spakować, opuścić nocleg i wyruszyć na zawody. Powoli docieramy po godzinie 7, następnie przygotowałem „szybko” te rzeczy, które wydały się przydatne do zawodów (przygotowałem rower i strój do biegania). Już w drodze do strefy zmian stałem się bardziej czujny, bo dowiedziałem się, że jest już tam zawodnik z numerem 1 (dopiero teraz sobie uświadomiłem jak wielką ma potęgę emotikonka grin). Standardowa rozgrzewka i już czułem się, jakbym był gotowy do zawodów, a także miałem już lepszy humor.

Już staliśmy przy linii startu, kiedy usłyszałem całkiem bezsensowne trąbienie, które okazało się znakiem do startu. Niestety nie mogłem zaprezentować najszybszego czasu reakcji w swoim życiu, ale na szczęście trafiłem do „tłumu”. Dzięki bardzo dobremu/szybkiemu skokowi i po stosunkowo agresywnych kontaktach cielesnych udało mi się dotrzeć do pierwszej boi jako 3-4 zawodnik. Czułem, że dobrze mi tu będzie w grupie prowadzonej przez Leviego Szatmári. Wyszedłem na przystań i z powrotem do wody w stronę następnej boi. Wtedy już kontynuowałem zawody na drugim miejscu. Następnie pojawiła się we mnie myśl, że dobrze byłoby wyjść z wody jako pierwszy, i udało się, ale w czasie biegu do strefy zmian zgubiłem moje okulary do pływania i wróciłem po nie. A w międzyczasie Levi Szatmári i Csabi Kuttor mnie wyprzedzili, więc do strefy zmian dotarłem jako trzeci. Spokojna zmiana i bieg na trasę rowerową, żeby rozpocząć kolarstwo na 91 kilometrach, które mnie czekało.

Na pierwszych 5 kilometrach Csabi nawet się pożegnał słownie i domyślam się, że „życzył szerokiej drogi”. Następnie zacząłem pedałować w swoim tempie, ale widziałem, że Márton Flander i Gergő Molnár nie byli zachwyceni tym, że pływanie zakończyłem jako pierwszy. Więc pomyślałem, że nie będę się dalej wysilał na tej wietrznej i pofalowanej trasie, tak jak w zeszłym roku. W czasie jazdy rowerem nie przemęczyłem się zbytnio, kilka razy próbowałem wyprzedzać, ale widziałem, że chłopaki są w dobrej formie, więc skupiłem się na biegu. Na końcu okrążenia kibicował mi ogromny tłum wykrzykując moje imię, czego jeszcze do tej pory nie doświadczyłem w mojej karierze (okazało się, że mój trener, który jest moim dobrym przyjacielem Bence Balogh poprosił kibiców i ich wodzireja, żeby wykrzykiwali moje imię, jeśli pojawię się jako pierwszy – dzięki Bence). Nie muszę chyba tłumaczyć jak miło mi się zrobiło po 45 kilometrowej „nudnej” rundzie. Następne okrążenie spędziłem ponownie z moimi kolegami.

Potem było bieganie. W czasie pierwszych kilometrów zastanawiałem się, ile mogą mieć jeszcze siły Marci Flander i Gergő Molnár. Ale zauważyłem, że Geri trochę pozostał w tyle. Tu już się domyślałem, że walka o zwycięstwo rozegra się między Marcim a mną. Bieg rozpocząłem pewnie, choć z lekkim bólem bioder, ale można było go zaniechać kiedy kibice między punktami regeneracyjnymi dopingowali mnie i innych zawodników za pomocą megafonu i muzyki. Pierwszą rundę odbyłem z Marcim, następnie przez pozostałe trzy okrążenia biegłem jak „samotny wilk”.

Podsumowując, w niedzielę miałem okazję uczestniczyć w zawodach na wysokim poziomie. To były moje pierwsze zawody na dystansie średnim, które sprawiały mi radość od początku do końca. Bardzo mi się podobały 3 metrowe zdjęcia, które zostały wywołane i przedstawiały moich rywali i mnie samego – dziękuję. Chcę podziękować także wszystkim organizatorom i widzom za entuzjastyczne kibicowanie, które moim zdaniem dało ogromnego kopa wszystkim zawodnikom.

Dziękuję za wsparcie: klubowi triatlonowemu TVK Mali oraz mojemu trenerowi (Tibor Lehmann, Tamás Baráth, Bence Balogh i ÁgnesFodor), Maratonmanowi i Highfive Magyarország.

Następnę zawody będą w Balatonfüred: Balatonman Krajowe Mistrzostwa Országos na średnim dystansie, gdzie będę walczył o tytuł krajowy po raz kolejny, ale w tym roku będę bronił mojego tytułu.

 

Marci Flander:

Półdystans w Keszthely

Z racji, że w zeszłym roku miałem nieudane zawody, teraz chciałem się sprawdzić.  Pieniądze zawsze mają duża siłę motywującą, szczególnie teraz, gdy jako „profesjonalista” jestem zmuszony do zdobywania każdego forinta na zawodach (niestety). Z drugiej strony, byłem ciekaw z jakim wynikiem przejadę tę trasę, skoro przednie hamulce się już nie zacinają. Wiedziałem, że nagroda pieniężna, na Węgrzech zaliczana do wybitnych, poruszy wszystkich triatlonistów w kraju i w okolicach. Nie zawiodłem się (z zeszłorocznych mężczyzn TOP6 na starcie brakowało tylko Józsiego Majora). Ponieważ zawody zaczynały się w niedzielę o godz. 9, na miejsce przybyliśmy już w sobotę popołudniu i widzieliśmy, że organizatorzy przebili zeszłoroczny poziom i na niczym nie oszczędzali. Zorganizowali super zawody dla 250 zawodników na dystansie średnim. Tomi Baráth (alias 'Irgalmatlanné') mentor reprezentacji TVK powracającej z Wiednia, z uznaniem oglądał to wszystko. Strefa zmian, która została odnowiona od zeszłego roku dobiła prawie do poziomu mistrzostw świata, a w parku pod drzewami był rozciągnięty niebieski dywan. Dla mnie pozytywem było także to, że organizatorzy zredukowali pływanie z dwóch rund do jednej. Dzięki temu uchronili nas od dwukrotnego przeżycia „zawrotów głowy” z powodu potykania się w płytkiej wodzie.

Poranek w dniu zawodów przywitał nas chmurami i drobnym deszczem, co o 6 godz. nad ranem jest w stanie skutecznie zniechęcić do jakiegokolwiek programu zaplanowanego na ten dzień. Na szczęście prognoza pokazywała szybką poprawę i słoneczne popołudnie. Jak dojechaliśmy do Keszthely, to rzeczywiście prawie już nie padało, choć nie mieliśmy czasu, żeby się tym zajmować, bo mieliśmy wyliczony czas na potrzebne przygotowania. Dzięki mojej ogromnej sławie, dostałem numer startowy 002. Trochę żartując, wspomniałem kolegom, że szkoda, że nie 007. W związku z tym mogłem umieścić mój rower między rowerami Dávida Hankó (zwycięzcy zeszłorocznych zawodów) a Csaby Kuttor (trzykrotnego olimpijczyka). Nie miałem dużo czasu, żeby podziwiać wszystkie zmiany. Po szybkim ubraniu pianki i zarejestrowaniu się, od razu wbiegliśmy do przyjemnej, 18 stopniowej wody Balatonu. Miałem tylko czas na szybkie ochlapanie się i kilka ruchów ramionami, bo sędziowie kazali mi wyjść z wody. Na brzegu poszukałem mojej pozycji startowej i tam się ustawiłem. Młody tytan, Levi Szatmári był najbardziej podejrzany, że wykorzysta swoją przewagę w pływaniu i zakończy ten etap, jako pierwszy. Ale była tam też drużyna Geriego Molnára, Dávida Hankó, Ruzsa, Csabiego Kuttor, do których koniecznie chciałem dołączyć. Następnie prorokowaliśmy o tym jak będzie wyglądał start, do którego pozostało 3 minuty i wtedy słychać było nieśmiały głos syreny. Nie wiedzieliśmy, czy to miał być start, czy to było coś związane ze statkami, więc zaczęliśmy się wiercić i obserwować siebie nawzajem. Niektórzy ruszyli w stronę Balatonu, więc i ja postanowiłem, że naśladując taktykę mojego najnowszego mentora, Tonego Starka, z luźną elegancją rzucę się na fale. Po tym nastąpił skok, który nie był dla mnie przyjemny, a następnie potykanie się w brodziku dla dzieci, aż dotarłem do wody 50 cm i zacząłem pływać. Starałem się jednym okiem zlokalizować, kto gdzie jest, a drugie oko pozostawić zamknięte, żeby nie wyskoczyło z miejsca z powodu pulsu 200, który uspakajał się bardzo powoli. Po jakimś czasie obraz stał się bardziej wyraźny – korzystałem już z obu oczu – i uświadomiłem sobie, że otaczają mnie dokładnie ci, których chciałem. Tak jak myślałem, na początku był Levi Szatmári, a po nim kolejno już wymienione osoby, między innymi ojciec Panna Kuttor. Przez dłuższy czas płynąłem przy Ruzsa i Dávidzie Hankó, ale później przed samym wyjściem na półwysep jakoś znalazłem się na drugim miejscu. Kilka metrów na suchym lądzie uderzyło mnie, jak świeżo pędzona palinka śliwkowa Feriego Humbáka. Mogę stwierdzić na podstawie kilku doświadczeń, że nie ma pewniejszej metody na szybkie i drastyczne zwiększenie pulsu, jak wyjście na ląd w piance po stosunkowo szybkim pływaniu. Nie wiem, czy żeby to znieść trzeba się tak urodzić czy trzeba trenować, ale ja do dziś nie umiałem się do tego przyzwyczaić. Podobnie jak w zeszłym roku, straciłem 2 miejsca podczas wybiegu, ale mimo to byłem na miejscu na jakim chciałem. Razem z drużyną liderów.

Do strefy zmian dotarliśmy w piątkę, i opuściliśmy ją mniej więcej razem. Wzorując się na zawodach z zeszłego roku liczyłem na to, że kolega Hankó zacznie pedałować od razu i rozpocznie się bardzo bolesnjazda na 90 kilometrów. Tak też się stało, ale my (reszta) na początku nie byliśmy tacy pochopni. Niestety, ja jako pierwszy znudziłem się tym, że Dávid powoli się od nas oddala, więc udałem się w ślad za nim i miałem nadzieję, że zminimalizuję odległość, ewentualnie go dogonię. Następne 10 km nie były dla mnie przyjemne, kiedy udało mi się dogonić Dávida. Samo to było już dla mnie małym cudem, a jeszcze bardziej się zdziwiłem, kiedy go dogoniłem i poczułem, że nie trzyma tempa z zeszłego roku. Na szczęście oprócz Geriego Molnára inni podziękowali i nas nie naśladowali, więc w oddali stworzyli 7-8 osobowy peleton przed którym musieliśmy uciekać w trójkę do końca kolarstwa. Tak naprawdę dopiero podczas biegu się okazało, dlaczego nasz kumpel z Tiszaújváros był taki spokojny na rowerze. Ten czas na poziomie światowym z pewnością nikt z nas nie umiałby powtórzyć nawet jeśli reszta by nas dogoniła. Ale nie rozpędzajmy się tak bardzo. Na rowerze, nawet jeśli nie do końca, ale czułem się dobrze. Na szczęście tylko kilka razy dwóch moich rywali stwierdziło, że fajną zabawą jest rozpędzać się powyżej 50km/h. Tak więc dojechaliśmy do Keszthely w zgodzie, po pokonaniu 90 kilometrów.

Nie miałem pojęcia, że moje nogi wezmą i same ruszą po takim pedałowaniu. Miałem tylko nadzieję, że nie zakończę 3. etapu powolną agonią podobnie jak na zawodach w Austrii. Po stosunkowo szybkiej zmianie wyruszyliśmy razem w trójkę, aby zbawić świat. Dávid od razu przejął inicjatywę, z czego wynikało, że jednoznacznie chce obronić swojego tytułu. Wtedy jeszcze udawało mi się dotrzymywać tempa, a doświadczony Gergő wolał kontynuować we własnym tempie i czekał co wyniknie z tego wielkiego pędzenia. Tak naprawdę dałem radę przebiec z Dávidem 4 km, i do tego momentu nie było mi z tym źle. Ogromne znaczenie dla mnie miało to, że na uliczce pod górkę następnie na deptaku mnóstwo ludzi dopingowało zawodnikom. Do tej pory doświadczyłem tego tylko na największych zawodach ironmana (we Frankfurcie i na Hawajach). Dávid też był pod wrażeniem, co nie wyszło mi na dobre, bo automatycznie zaczął biec szybciej. Następnie w pierwszej rundzie wybiegając z parku jeszcze raz zmienił tempo i wtedy czułem jakby ktoś podstępnie zahaczył o moje biodra kotwicę któregoś statku znad Balatonu. Druga runda była istnym cierpieniem, więc nie chcę o niej więcej mówić, bo nawet wspomnienie sprawia mi ból. Później wracając w parku wypiłem szklankę coli (nawet nie wiem dlaczego zapomniałem o tym w pierwszej rundzie), i albo dlatego, albo dzięki opatrzności Bożej (ponieważ siostra Susan i cały dom dziecka się za mnie modlił) zacząłem się czuć coraz bardziej komfortowo i moje ruchy znów przypominały bieganie. Uspakajało mnie to, że widziałem, że inni też odczuwają po każdej rundzie skutki uliczki pod górkę, i że nawet jeśli powoli, ale odstają ode mnie. Na koniec trzeciej rudny stały się pewne dwie rzeczy. Pierwsza: zawody wygra Dávid Hankó. Druga: jeśli nie połknie mnie luźna gleba w parku pałacowym, to ja będę drugi. Obydwie się dokonały. Dávid obronił zeszłoroczny tytuł świetnym czasem i rekordem, czego jeszcze raz i tu ogromnie gratuluję. A ja sprawdziłem się przyzwoicie na drugim miejscu. A podium uzupełnił po wielkiej walce Geri Molnár.

Docierając do mety szybko zapomnieliśmy o wszystkich dolegliwościach poprzednich 4 godzin, ale przecież o to chodzi. Ja natomiast muszę się jeszcze przyzwyczaić do tego, że opierając się na płotku dzięki organizatorom stoję twarzą w twarz z plakatem przedstawiającym mój wizerunek. A jeśli już mowa o organizatorach. Robi Kristóf i jego drużyna stworzyła coś takiego w Keszthely, co moim zdaniem jest unikatowe na Węgrzech. Parząc oczami zarówno zawodnika jak i kibica, zorganizowali zawody prawie bez skazy. Zmiany na trasie jednoznacznie wpłynęły pozytywnie na wartość przeżywania zawodów. Uważam, że trasa w Keszthely jest sprawiedliwa. Mam na myśli to, że jest odpowiednio trudna, żeby profesjonaliści ciężko zapracowali na swoje wyniki, a z drugiej strony spokojnie poleciłbym początkującym zawodnikom na dystansie średnim. Jestem szczęściarzem, bo mogłem uczestniczyć w zawodach IM kwalifikujących się do najlepszych na  świecie. Dlatego też śmiem powiedzieć, że w tę niedzielę organizatorzy zawodów w Keszthely przenieśli na Węgry poziom światowy za ułamek kwoty tamtych wpisowych. Dziękuję im za to, i że narzędzia, którymi dysponowali, wykorzystali do granic możliwości dla nas, zawodników.

Ponadto dziękuję mojemu klubowi, Mogyi SE, za nieugięte wsparcie. Bez nich nawet bym nie dotarł na zawody. Za plan treningu Petiemu Bajai, za orzeźwiacze Laciemu Berecki i Highfive Magyarország. Energy Magyarország za wyroby ziołowe dla zachowania zdrowia. Józsefowi Inhoff, „szaleńcowi biegającemu” za świetne buty, i ILB Factory za to, że mnie wsparli i mogłem trafić na plakat. Dziękuję wszystkim za kibicowanie w czasie zawodów, bo bez tego musiałbym spędzić wiele więcej minut na trasie.

Moje następne zawody za 2 tygodnie, to Balatonman, gdzie będę miał możliwość zrewanżować się Dávidowi, i obronić swój zeszłoroczny tytuł. Spotkamy się w Füred. Z poszanowaniem

575 Triathlon in Keszthely in 2018

grudzień 19, 2017 09:22 - Agoston Straub
575 Triathlon in Keszthely in 2018

575 Triathlon in Keszthely in 2018


Changes in the registration system

październik 27, 2016 12:14 - I love Balaton
Changes in the registration system

Changes in the registration system


Pływanie na wodach otwartych: 5 trików, aby mieć jeszcze lepsze wyniki!

Niestety nie wystarczy, że jesteś „the best” w basenie.


Wellness nad Balatonem: Kehidakustány

grudzień 17, 2015 13:23 - I love Balaton
Wellness nad Balatonem: Kehidakustány

Nad Balatonem nie brakuje miejsc oferujących wellness.


Największa zmora każdego sportowca: niekontrolowany skurcz mięśni.

Nie ma stuprocentowej metody, ale dieta i napoje sportowe mogą być bardzo pomocne.


Toplista Keszthely – najlepsze miejsca

grudzień 01, 2015 16:49 - I love Balaton
Toplista Keszthely – najlepsze miejsca

Keszthely i okolice to jeden z najbardziej ekscytujących regionów Balatonu.


Keszthely 2025 = Keszthely 1900

grudzień 01, 2015 10:07 - I love Balaton
Keszthely 2025 = Keszthely 1900

Keszthely cały czas się zmienia! Spójrzmy na najważniejsze projektu!